avatar

Maniek1981 Trzemeszno








I n f o r m a c j e :
Przejechane kilometry: 101080.84 km
Km w terenie: 12730.30 km (12.59%)
Czas na rowerze: 164d 11h 40m
Średnia prędkość: 25.59 km/h
===>>> Więcej o mnie <<<===





2025
button stats bikestats.pl

2024
button stats bikestats.pl

2023
button stats bikestats.pl

2022
button stats bikestats.pl

2021
button stats bikestats.pl

2020
button stats bikestats.pl

2019
button stats bikestats.pl

2018
button stats bikestats.pl

2017
button stats bikestats.pl

2016
button stats bikestats.pl

2015
button stats bikestats.pl

2014
button stats bikestats.pl

Odwiedzone gminy


Strava



Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy maniek1981.bikestats.pl



Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wyprawy 100-kilometrowe

Dystans całkowity:13454.57 km (w terenie 1045.00 km; 7.77%)
Czas w ruchu:493:47
Średnia prędkość:27.25 km/h
Maksymalna prędkość:76.82 km/h
Suma podjazdów:57234 m
Maks. tętno maksymalne:179 (95 %)
Maks. tętno średnie:159 (85 %)
Suma kalorii:430381 kcal
Liczba aktywności:118
Średnio na aktywność:114.02 km i 4h 11m
Więcej statystyk
  • DST 111.64km
  • Teren 16.00km
  • Czas 04:35
  • VAVG 24.36km/h
  • VMAX 50.51km/h
  • Kalorie 4220kcal
  • Podjazdy 299m
  • Sprzęt Giant Revel 29er
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bułka obojętnie jaka, byle nie z "kajmaka" !!!

Poniedziałek, 11 maja 2015 · dodano: 12.05.2015 | Komentarze 2

Od rana do Gniezna i razem ze szwagrem lecimy do Czerniejewa zapisać się na rajd nocny. Z Czerniejewa jedziemy przez Czeluścin i Malczewo w kierunku Niechanowa. W Mikołajewicach odbijamy na moment z trasy, aby wbić się na ambonę, ale widoki okazały się być słabe. Z Niechanowa prosto na Gniezno. Szwagier kieruje się do domu, bo za niedługo trzeba udać się do pracy na popołudniówkę. Ja jadę na Winiary załatwić jeszcze kilka spraw. Wszystko idzie sprawnie, więc można ruszać dalej. Przez Łazienki, a następnie wzdłuż krajówki śmigam w kierunku starej drogi na Jankowo Dolne. W Jankówku skręcam w drogę polną, kierując się w stronę Wierzbiczan. Po chwili okazuje się, że kilka chwil wcześniej musiał jechać tędy ciągnik z rozrzutnikiem, bowiem cała droga zawalona rozrzuconym gnojem. Smród niesamowity :-D Na szczęście po jakiś 300 metrach "atrakcje" się kończą. Do Wierzbiczan docieram sprawnie i jadę przez Lubochnię i Krzyżówkę w stronę Gaju, a następnie na Ostrowite Prymasowskie. Między Gajem, a Ostrowitym wyprzedzam jakiegoś niedzielnego rowerzystę i nagle słyszę jakieś trąbienie. Oglądam się, a tam 300 metrów za mną jakiś baran zasuwa busem. W momencie wyprzedzania coś tam do mnie zaczął sapać, więc "uprzejmie go pozdrowiłem" :-D Był to kierowca rozwożący pieczywo z piekarni "Kajmak". Na pewno nie kupię już żadnego pieczywa od nich, skoro zatrudniają takich buraków. Jeśli pójdę do osiedlowego sklepiku po bułki, a pani za ladą standardowo zapyta się - jakie? Odpowiem: bułka obojętnie jaka, byle nie z "kajmaka" :-D Do Ostrowitego jadę spokojnie, bo ciśnienie chwilę wcześniej dosyć zostało podniesione. Dalej kieruję się na Kinno i pobliską ambonę. Tam wbijam się do góry i mogę podziwiać już żółte pola rzepaku. Skoro wszyscy wrzucają foty z rzepakiem, to wrzucę i ja :-D Z ambony widoki są mniej, więcej takie...






Nawet ja się załapałem :-D


Z Kinna polnym skrótem, pomiędzy rzepakową plantacją udaję się w kierunku Jerzykowa...


Przystanąłem tam na chwilę, a wokoło słychać było tylko bzykanie pszczółek. Chwilę później mijam kilkanaście uli nad którymi dosłownie się roiło. Z Jerzykowa już prosto przez Zieleń do Trzemeszna.


  • DST 162.08km
  • Teren 40.00km
  • Czas 06:59
  • VAVG 23.21km/h
  • VMAX 49.89km/h
  • Kalorie 6512kcal
  • Podjazdy 646m
  • Sprzęt Giant Revel 29er
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Park Krajobrazowy Promno i Puszcza Zielonka z Dziewiczą Górą

Niedziela, 3 maja 2015 · dodano: 03.05.2015 | Komentarze 3

Trzeci dzień majowego weekendu od dłuższego czasu był planowany pod kątem roweru, a że pogoda dopisała nie mogło być inaczej. Umówiłem się z Kubą na objazd terenów Puszczy Zielonka i po drodze Parku Krajobrazowego Promno. Ponadto Kuba zagadał z Panem Jurkiem i Mateuszem, więc ekipa do wspólnej jazdy była zacna. Wyjeżdżam o godzinie 9:20 z Trzemeszna, bowiem na godzinę 10:00 wyznaczyliśmy sobie punkt zbiórki na gnieźnieńskiej Wenecji. Zaraz po wyjeździe orientuję się, że się spóźnię, bowiem zamiast prognozowanego wiatru w plecy mam upierdliwy wiatr z boku. Informuję szybko Kubę, a na miejscu melduję się kilkanaście minut po godzinie 10. Razem ruszamy w kierunku drogi ekspresowej S5. W międzyczasie okazuje się, że w Promnie dołączy do nas Grigor. Jedziemy serwisówką S5 do Wierzyc, a następnie przez Zbierkowo i okolice Kociałkowej Górki kierujemy się do Parku Krajobrazowego Promno. Dojeżdżamy w miejsce gdzie miał czekać Grigor. Okazuje się, że go nie ma. Kuba wykonuje szybki telefon, no i okazuje się, że Grigora pognało w zarośla za potrzebą :-D Po krótkiej przerwie ruszamy dalej. W okolicach Góry mamy fajny widok na jezioro Góra, przez które przepływa rzeka Cybina...


Od tego momentu rolę przewodnika pełni Grigor, który zna te tereny jak własną kieszeń. W Uzarzewie zatrzymujemy się na chwilę w miejscowym sklepiku celem uzupełnienia zapasów i ruszamy dalej w kierunku Puszczy Zielonka. Przemierzamy świetne tereny leśne i po stromym podjeździe meldujemy się na Dziewiczej Górze. Po podjeździe mała przerwa przy wieży widokowej...


Wieża z dołu prezentuje się okazale...
Image and video hosting by TinyPic

Po małym odpoczynku udaję się na górę popatrzeć na pobliskie tereny. Chłopaki zostali na dole, bowiem już kiedyś tą miejscówkę odwiedzili. Dzisiaj widoki z wieży były takie...


Widok w stronę Poznania już nie tak idealny, ale w tle szło dostrzec dach stadionu miejskiego i wieżę telewizyjną na Piątkowie...


A te małe ludki na dole, to Pan Jurek, Grigor, Kuba i Mateusz :-D


Z Dziewiczej Góry pognaliśmy z okolice Wierzonki, gdzie pożegnaliśmy się z Grigorem i dalej w czwórkę obraliśmy kierunek na Tuczno i Wronczyn.  Jeszcze przed Wierzonką zatrzymujemy się na chwilę przy pomnikowej sośnie, która została spalona podczas ogromnego pożaru w 1992 roku, kiedy to spłonęło 250 ha lasu...


Do Wronczyna jechało się dobrze, ale dalej to już walka z upierdliwym bocznym wiatrem, który nie dawał za wygraną. Z każdym kilometrem jechało się coraz ciężej, a że w nogach było już sporo kilometrów i trochę jazdy w terenie, to łatwo nie było. W Krześlicach zatrzymujemy się na chwilę przy pałacu...


Stamtąd lecimy już prosto na Gniezno przez Latalice, Lednogórę i Dziekanowice, walcząc z upierdliwym wiatrem. W rejonie ulicy Poznańskiej żegnamy się z Kubą oraz Panem Jurkiem i wraz z Mateuszem śmigamy wzdłuż ulicy Kostrzewskiego. Z Mateuszem żegnam się przed ulicą Wolności i samotnie już jadę na Trzemeszno. Na Osińcu jeszcze krótka przerwa na batona i uzupełnienie płynów i można śmigać dalej. W Szczytnikach Duchownych orientuję się, że do granicy 160 kilometrów niewiele zabraknie, więc do Lubochni jadę na okrętkę przez Wierzbiczany. Terenowy odcinek między Lubochnią, a Krzyżówką jedzie się ciężko z racji straconych wielu sił na walkę w wiatrem. Z Krzyżówki już lżej, bo ostatni odcinek trasy, to wiatr w plecy i w Trzemesznie melduję się po godzinie 18. Wypad na duży plus, dzięki chłopaki za wspólną jazdę :-) Dzisiaj też padły dwa rekordy. Pierwszy, to dzienna ilość pokonanych kilometrów w ilości 162,08 oraz czas spędzony w siodle w ilości 6 godzin 59 minut i 6 sekund :-)



  • DST 150.07km
  • Teren 22.00km
  • Czas 06:16
  • VAVG 23.95km/h
  • VMAX 37.76km/h
  • Kalorie 5951kcal
  • Podjazdy 458m
  • Sprzęt Giant Revel 29er
  • Aktywność Jazda na rowerze

Konin i Błękitna Laguna, czyli służbowo i rekreacyjnie :-)

Czwartek, 23 kwietnia 2015 · dodano: 23.04.2015 | Komentarze 2



Na dzisiaj miałem zaplanowane zebranie w pracy, w Koninie. Jako, że zapowiadała się słoneczna pogoda postanowiłem pojechać rowerem. Wyjeżdżam o 7 rano w kierunku Konina. Jadę przez Jerzykowo, Skubarczewo, Anastazewo, Ostrowite i Kazimierz Biskupi. Droga o długości 60 km mija sprawnie, gdyż na większej długości trasy wieje wiatr w plecy. Ale żeby nie było różowo są też dość częste podmuchy z boku. Do Konina wjeżdżam od strony Posady...


Na miejscu melduję się o 9:20, więc spokojnie mam czas na odświeżenie i przebranie się. Od godziny 10:00 zaczyna się zebranie. W drogę powrotną ruszam o godzinie 15:30. Postanowiłem pojechać inną drogą zwiedzając kilka atrakcji. Dodam od razu, że praktycznie cała droga powrotna o długości 90 km, to walka z wmordewind'em. Głównie wiało w ryja, ale czasami też z boku. Zaraz za Koninem na pierwszy strzał poszła popularna "Błękitna Laguna". Zamierzałem dojechać tam ulicą Przemysłową, skręcając w ulicę Brunatną. I tak sobie jechałem i jechałem, no i oczywiście przejechałem. Jak skumałem o co chodzi, to trzeba było zrobić zawrotkę i jakiś kilometr się cofać. Zmylił mnie totalny chaos na ulicy Brunatnej. Wszystko tam jest rozryte ze względu na jakąś dużą inwestycję. Byłem ciekawy co tam się dzieje, więc zapuściłem się trochę dalej. W sumie niepotrzebnie, bo im dalej tym więcej było piachu, a wszystko co było w pobliżu zostało wykarczowane i zrównane z ziemią. Po drodze minęły mnie dwie wywrotki, które tak mnie okurzyły, że piasek zaczął zgrzytać między zębami, a ja i rower wyglądaliśmy jak po całodniowym pobycie na żwirowni :-/ No, ale w końcu skierowałem swoje dwa kółka w pobliże zbiornika wodnego. Wyjechałem zza krzaków i moim oczom ukazał się piękny lazurowy kolor :-) Dojechałem do skarpy, z której trzeba było zejść, dalej podjechać 200 - 300 metrów po spękanej powierzchni ziemi i stanąłem nad brzegiem akwenu. Jezioro to powstało w miejscu dawnej odkrywki węgla brunatnego Gosławice. Pobliski teren przeznaczono na składowisko odpadów paleniskowych z elektrowni Konin i Pątnów. Odpady powstałe ze spalania węgla brunatnego odprowadzane są na wyrobisko i mieszane z wodą. W postaci mazi transportowane są specjalnym rurociągiem na składowisko. Z odpadów z elektrowni w wyrobisku w Gosławicach wytrącają się substancje chemiczne powodujące zwiększenie mineralizacji wód zbiornika i to one też nadają wodzie ten niesamowity lazurowy kolor. Wartość pH wód wyrobiska waha się w granicach 12, tak więc o kąpieli nie ma tam mowy :-P


Zrobiłem sobie małą chwilę przerwy podziwiając ten rzadko spotykany w naszych fyrtlach kolor wody...


W oddali widać także elektrownię w Pątnowie...


Nad brzegiem fajnie się siedziało, ale w końcu trzeba było ruszać dalej. Wydostałem się do góry na skarpę i ruszyłem dalej w kierunku Pątnowa. Tam przejeżdżałem obok wielkiej elektrowni...


Kawałek za elektrownią wbijam się na drogę 264. Z racji, że jest tam duży tłok, postanawiam szybko stamtąd uciekać w boczne dróżki. Tam naszła mnie mała doza szaleństwa i postanawiam jechać na tzw. czuja nieznanymi ścieżkami. Jadę sobie i jadę i przede mną ukazuje się znak wskazujący w pobliżu pomnik. Wykręcam, więc tam. Po przejechaniu paręset metrów okazało się, że w lesie znajduje się pomnik postawiony w hołdzie ofiarom hitlerowskiego barbarzyństwa. Przy samym pomniku leży flaga Izraela, a powiewa do góry na maszcie...


Po chwili wracam na drogę i jadę dalej na czuja. Po kilku kilometrach wjeżdżam do jakiejś mieściny. Zastanawiam się co to może być, bowiem na wjeździe nie było żadnej tablicy. Po kilku chwilach orientuję się po reklamach na płotach, że dotarłem do Kleczewa. Nawet nie planowałem tam wizyty, ale skoro już tu dotarłem, to trzeba było ten fakt wykorzystać :-) Najpierw podjeżdżam sobie na zbocze terenu KWB. Ta miejscówka akurat jest już wyeksploatowana, został tam duży dół z niewielką ilością wody...


Następnie ponownie kieruję się w kierunku drogi 264. Niedaleko za rondem przejeżdżam na taśmociągiem, którym transportowany jest węgiel brunatny...


Z tego miejsca rozciąga się też fajny widok na hałdę z elektrownią w Pątnowie na drugim planie. W sumie fajna miejscówka na sanki i narty w zimie...


 W okolicach Sławoszewka skręcam w kierunku Słupcy. Wmordewind się nasila, ale staram się utrzymać prędkość powyżej 20 km/h. Po drodze mijam ciekawy dźwig / koparkę na mieszczącą się na rozległych terenach kopalni...


Dalej mierzę się z wrednym wiatrzyskiem i mam dylemat jechać przez Ostrowite, czy Budzisław Kościelny? Zwycięża pierwsza opcja, gdyż tam byłem pewny supermarketu, w którym zamierzałem uzupełnić trochę kalorii. Po mękach docieram do Ostrowitego. Uzupełniam płyny, zjadam wafelka i ruszam dalej. Jedzie się już lepiej, bo "paliwo" uzupełnione, a wiatr wieje z boku. Rewelacji nie ma, ale to zawsze lepiej niż wiatr w ryja :-D Śmigam przez Anastazewo i kawałek dalej skręcam w las. Jadę przez lubianą miejscówkę "Gruby Dąb". Tam konsumuję jeszcze batonika, tak aby na ostatnim odcinku drogi nie zabrakło sił. Z lasu wyjeżdżam w Skubarczewie i kieruję się na Jerzykowo i Ostrowite. W Ostrowitym zauważam fajny zachód słońca rozciągający się nad Trzemesznem...


Następnie jeszcze kawałek drogi po znienawidzonym odcinku Trzemżal - Trzemeszno. Nie dość, że jest tam pod górkę, to prawie zawsze wieje tam dodatkowo w ryja. W nogach czuję już przejechany dzisiaj dystans zwłaszcza, że cała droga powrotna to walka z wiatrem i próba utrzymania prędkości powyżej 20 km/h. Kilka minut później melduję się u bram Trzemeszna. Szybkie spojrzenie na licznik i wychodzi, że zabraknie niespełna trzech kilometrów do 150. Robię, więc małą rundkę po mieście i w domu melduję się o 20:30 z nowym rekordem i pierwszy raz z przekroczonym dystansem dziennym 150 km :-)


  • DST 142.50km
  • Teren 8.00km
  • Czas 06:05
  • VAVG 23.42km/h
  • VMAX 42.52km/h
  • Kalorie 5704kcal
  • Podjazdy 451m
  • Sprzęt Giant Revel 29er
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kiszkowo - Skoki - Kłecko

Wtorek, 10 marca 2015 · dodano: 11.03.2015 | Komentarze 8

Na wtorek zaplanowałem sobie dłuższy wypad. Dzień wolny od pracy i przepiękna wiosenna pogoda zachęcały do spędzenia dnia na rowerze. Niestety wszyscy znajomi w pracy, więc zmuszony byłem pokręcić kilometry w samotności. Przed wyjazdem rozkminiam prognozy pogody co do wiatru, tak by pierwszą część trasy zmierzyć się z wmordewindem, a drugą pokonać przyjemnie z wiatrem w plecy :-) Ruszam trochę później niż planowałem, gdyż z rana było zimno i mglisto. O godzinie 10 jest już na tyle przyjemnie, że można ruszać. Najpierw na Gniezno przez Rudki, Jastrzębowo i Lasy Królewskie. Tam na chwilę zaglądam do pracy, bo musiałem zostawić dokumenty firmowe. Dalej już śmigam w kierunku Kiszkowa. Jadę przez Owieczki i tak się rozglądam, ale żadnej owcy nie widać. Myślę, jaja sobie robią. No i faktycznie jaja były i to strusie :-D


Kilka kilometrów dalej wita mnie gmina Kiszkowo...


Jadę dalej w kierunku Kiszkowa, przejeżdżając przez Sławno. Dopiero za Sławnem orientuję się, że można było pojechać lepszą ścieżką podziwiając uroki tamtejszego jeziora. Ale jak to się mówi, musztarda po obiedzie :-D Powoli zbliżam się do Kiszkowa. Na horyzoncie widać już miasteczko...


W Kiszkowie chciałem zrobić fotkę drewnianego kościółka, ale akurat odbywała się tam msza pogrzebowa. Ludzi na zewnątrz sporo, więc postanowiłem, że nie będę zakłócał ich spokoju. Kawałek dalej przejeżdżam obok kameralnego stadionu Wełnianki Kiszkowo...


I zaraz obok budynek klubowy...


Po drugiej stronie mieści się z kolei hala widowiskowo-sportowa, więc fajnie jest to wszystko zgrane i ulokowane. Ruszam dalej, za Kiszkowem jest fajny zjazd w dół. Tutaj siadam na ogonie ciągnika przez co udaje mi się uniknąć przez jakieś 2 kilometry wmordewindu. Na końcu zjazdu mieści się dolina rzeki Mała Wełna...


Dalej jadę przez Pawłowo Skockie. Tam jest fajna ścieżka na Puszczę Zielonka, ale to będzie cel innej wycieczki. Po kilku następnych minutach melduję się w Rejowcu. Tutaj mieści się ogromna baza paliwowa, z której zaopatrywane są wszystkie stacje benzynowe w naszych rejonach. Poniżej cysterny oczekujące na wjazd na teren bazy...


Kilkadziesiąt metrów dalej mamy tory kolejowe i bramę, przez którą z kolei są dostarczane paliwa do bazy. W oddali widzimy ogromne zbiorniki paliwowe. Widziałem tam zbiorniki z numerem ponad 50, a pojemność takiego zbiornika to 35 000 m3, więc ilości paliw są tam przeogromne...


Nie zdążyłem nawet zjechać ze ścieżki obok torowiska, a na mnie już czekała fura, w której siedzieli pracownicy bazy paliwowej. Jak widać monitoring działa tam świetnie, bo zostałem w moment namierzony i zrobiono ze mnie intruza :-D Kierowano do mnie jakieś dziwne pretensje, że nie można zdjęć robić, ani tam wjeżdżać, itp. Z mojej strony poszła riposta, bowiem w pobliżu nie ma żadnych znaków zakazujących robienie zdjęć, czy też podejścia pod bramę, no i temat się skończył :-P Jakieś pół kilometra za bazami zauważam fajny stary mostek nad torowiskiem, więc postanawiam tam wjechać i zrobić sobie małą przerwę na drugie śniadanie...


Po naładowaniu akumulatorów ruszam dalej w kierunku Sławy Wielkopolskiej. Tam miałem w planach zwiedzić okoliczne jeziora, ale że z domu wyjechałem później i byłem trochę czasowo ograniczony odpuściłem sobie to. Zajrzałem tylko nad jezioro Maciejak...


I po drugiej stronie drogi nad jezioro Karolewskie...


Poruszam się drogą Poznań - Wągrowiec, na której ruch jest umiarkowany. Trasa jest położona w malowniczych terenach wśród lasów, jezior, a obok także znajduje się torowisko...


Kawałek dalej wjeżdżam na ścieżkę rowerową, a klimat tam panujący jest przepiękny...


Ścieżką dojeżdżam do Skoków. Tam zaraz za zjazdem wjeżdżam na spory parking mieszczący się w sąsiedztwie doliny rzeki Mała Wełna. Znajduje się tam fajna altana, z której można podziwiać uroki doliny...




I widok na dolinę rzeki Mała Wełna...


W bliskim sąsiedztwie znajduje się kościół pw. św. Mikołaja Biskupa...


Dalej wjeżdżam w centrum Skoków. Tam przed galeryjką florystyczną znajduje się taki rower...


Muszę przyznać, że miasteczko, jak i pobliskie tereny są bardzo czyste i zadbane. Bardzo mi się tam podoba :-) No, ale trzeba było jechać dalej. Tu już obieram kierunek w stronę domu i od tej pory mam już przyjemny wiaterek w plecy. Jadę przez Antoniewo, Glinno, Jagniewice, Rybieniec i docieram do Rybna Wielkiego. Czy ono wielkie, raczej bym tego nie powiedział. Mieści się tam za to jezioro Rybno Małe. Wygląda bardzo urokliwie z racji, że jest w znacznym stopniu zarośnięte...


W pobliżu znajduje się także most kolejowy...


Z Rybna jadę przez Olekszyn, Łagiewniki Kościelne i melduję się w Zakrzewie obejrzeć pałacyk...


Okazuje się, że obiekt jest zarządzany przez BZWBK i wszystko jest pozamykane na trzy spusty. W chwili obecnej można tam skorzystać z oferty hotelowej, organizować szkolenia itp. Myślałem, aby dostać się chociaż na teren parku od strony bocznej, gdyż nie widziałem żadnego ogrodzenia, ale nie chciało mi się przeciskać przez krzaki, a i tak pewnie znowu bym został namierzony na monitoringu :-D Ruszam, więc dalej w kierunku Kłecka. We wsi Gorzuchowo podjeżdżam rzucić okiem nad jezioro Gorzuchowskie...


Chwilę później melduję się już w Kłecku. Tam zaopatruję się w świeżą butelkę izotonika i na Rynku robię sobie krótką przerwę posilając się jabłkiem. Na zdjęciu poniżej Rynek w Kłecku i w tle kościół pw. św. Jerzego i św. Jadwigii...


Z Kłecka kieruję się na Zdziechowę. Celem było ominięcie strasznie nierównej i połatanej drogi nr 190. W Zdziechowie przed jedną z posesji trafiam na taki rower...


Ze Zdziechowy śmigam prosto na Gniezno. W oddali widać osiedle Winiary...


Przejeżdżam przez centrum Gniezna i kieruję się na Trzemeszno. Tym razem wybrałem opcję Wierzbiczany, Lubochnia, Krzyżówka, Miaty. Krótko po godzinie 17 melduję się w domu. Troszkę zmęczony, ale zadowolony z bardzo udanej wycieczki :-) Na marginesie dodam, że poprawiłem swój rekord długości trasy o nieco ponad kilometr. W sumie taka niespodziewajka, bo liczyłem, że ta wycieczka wyniesie mnie w granicach 120 km :-P




  • DST 100.57km
  • Teren 16.00km
  • Czas 05:01
  • VAVG 20.05km/h
  • VMAX 37.00km/h
  • Kalorie 3925kcal
  • Podjazdy 259m
  • Sprzęt Giant Revel 29er
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przyjezierze + okolice

Niedziela, 25 stycznia 2015 · dodano: 25.01.2015 | Komentarze 2

Dzisiaj szwagier namówił mnie, abyśmy pojechali do Przyjezierza. Umówiliśmy się na 9 rano, jednak wyjazd opóźnił się o pół godziny. Przygotowywałem herbatkę na wyjazd i przy zakręcaniu termosu, wyślizgnął się on mi z rąk i spadł. O tyle pechowo, że prosto na stopę i się poparzyłem. Szybka akcja chłodzenia stopy pod zimną wodą przyniosła pozytywny efekt i po uporaniu się z problemem można było ruszać. Udajemy się w kierunku Orchowa i dalej przez Linówiec i Mlecze w kierunku Przyjezierza. Za miejscowością Mlecze na granicy województw kujawsko-pomorskiego i wielkopolskiego przejeżdżamy nad wyschniętym kanałem, który łączy dwa jeziora. Po lewej stronie jezioro Ostrowskie...


... a po prawej jezioro Kownackie


Później jeszcze krótki odcinek przez las i meldujemy się w Przyjezierzu. Jedziemy zobaczyć co słychać na plaży...


... i robimy przerwę na herbatkę i słodkości...


Po ogrzaniu się gorącą herbatką ruszamy dalej. Jedziemy przez Ostrowo i Gębice i Gozdanin. Zaraz za Gozdaninem mieliśmy obrać kierunek Wylatowo, ale skręciliśmy nie w tą ścieżkę i wyjeżdżamy w Żabienku. Musimy przemęczyć się kawałek krajówką, ale zaraz w Wylatowie z niej uciekamy. Jedziemy przez Krzyżownicę, Popielewo, Zieleń i meldujemy się w Trzemesznie. Chwilowy postój u mnie w domu na coś ciepłego i ruszamy dalej. Szwagier nie bardzo znał drogę na Gniezno z pominięciem krajówki, więc jadę z nim jako pilot. Standardowo przez Wymysłowo i Kalinę i Wierzbiczany. Tam szwagier udaje się już na Gniezno, a ja wracam do domu przez Szczytniki Duchowne, Lubochnię i Krzyżówkę. Po wjeździe do Trzemeszna orientuję się, że braknie mi ledwie jednego kilometra do setki, więc robię małą rundkę po mieście i oto w ten sposób pyknęła mi dzisiaj pierwsza setka w tym roku, która była zupełnie nieplanowana :-)


  • DST 106.39km
  • Teren 28.00km
  • Czas 04:31
  • VAVG 23.55km/h
  • VMAX 38.60km/h
  • Kalorie 4392kcal
  • Podjazdy 396m
  • Sprzęt Giant Revel 29er
  • Aktywność Jazda na rowerze

Skorzęcin i pętla dookoła jeziora Powidzkiego

Poniedziałek, 10 listopada 2014 · dodano: 10.11.2014 | Komentarze 2

Z racji, że to ponoć ostatnie tak ciepłe dni tej jesieni postanowiłem zaplanować na dzisiaj dłuższy wypad. Celem objechanie jeziora Powidzkiego. Gdyby ktoś mi powiedział miesiąc temu, że niemal w połowie listopada da się śmignąć tą trasę, kazałbym mu się puknąć w czoło. Temperatura jednak wysoka, więc trzeba było to maksymalnie wykorzystać :-) Miałem wyjechać rano, jednak choroba małej (ospa) zastopowała mnie nieco, bowiem trzeba było udać się do lekarza. Wiadomo, najpierw obowiązek, później przyjemności. W końcu jednak przed godziną 13 udaje się ruszyć :-P

Z Trzemeszna przez Bieślin i Sokołowo udaję się do Skorzęcina, drugi raz tej jesieni. Zastaję tam ułożone do snu pole campingowe, które nakryło się piękną brunatną pierzynką z liści :-)


Następnie rzucam okiem co słychać na plaży. Ale o tej porze roku co dziwić nie może totalna cisza.


Po chwili spędzonej na plaży udaję się w stronę lasu, zahaczając jeszcze o jezioro Białe.


Wyjeżdżam ze Skorzęcina i rozpoczynam objazd jeziora Powidzkiego. Początkowo chciałem jechać przez Wylatkowo i Ostrowo, jednak nie znam tamtejszej drogi i postanawiam nie ryzykować, gdyż o tej porze mogło być tam grząsko. Kieruję się więc sprawdzonymi ścieżkami przez Skubarczewo i Anastazewo. Po drodze zatrzymuję się się na chwilę przy "Grubym Dębie", pod którym według legendy odpoczywał Napoleon Bonaparte.


Za Anastazewem skręcam w terenową ścieżkę i kieruję się na Kosewo. Po kilku kilometrach wjeżdżam do miejscowości o nazwie Lipnica. Zacząłem się więc rozglądać, czy może w pobliżu nie kręcą kolejnego odcinka "M jak miłość", bo wziąłbym dla żony autograf od polskich gwiazd serialowych. Oczywiście, taki mały żarcik :-D Wiadomo, że nie o tą Lipnicę chodzi.


Chwilę po przejechaniu Lipnicy dojeżdżam do Kosewa. Zaglądam tam na chwilę do ośrodka wypoczynkowego.


Z Kosewa obieram kierunek na Giewartów. Tam na plaży ukazuje się przede mną piękne drzewo o brunatnej koronie.


Z Kosewa udaję się w kierunku Powidza. Jadę niebieskim szlakiem rowerowym, bo taki był plan, ale po kilku kilometrach znalazłem się na nieoznakowanej ścieżce. Musiałem przeoczyć jakiś zakręt na szlaku i pojechałem inaczej. Postanawiam jechać dalej przez las na czuja. Po chwili po mojej lewej stronie wyłaniają się zza drzew tory kolejowe. Trochę się zdziwiłem skąd tu tory. Pomyślałem, że to wąskotorówka, ale nic z tych rzeczy. Tory prowadziły do jakiejś bazy w lesie.


Dalej jadę na czuja, aż wyjeżdżam w końcu na drogę zrobioną z płyt betonowych. W tym momencie wiedziałem już, że to okolice Powidza. W Powidzu kieruję się najpierw na dziką plażę...


...a następnie na camping. Tam trwały jakieś zaawansowane prace. Zobaczymy na wiosnę, co się tam zmieniło :-) Następnie jadę do Przybrodzina odwiedzić tamtejszą plażę. Podobał mi się zawsze jej urok z torami od wąskotorówki w tle.


Z Przybrodzina kieruję się do Wylatkowa. Zaczyna się już ściemniać, więc jestem świadomy, że ostatnie kilometry drogi przyjdzie pokonywać mi w ciemnościach. W sumie było, to oczywiste ze względu na godzinę wyjazdu z domu. W Wylatkowie orientuję się, że na plaży w Powidzu zostawiłem na ławce okulary. Stwierdziłem, że nie ma sensu się cofać. Kto wie, czy byłyby tam jeszcze. Poza tym była to tańsza wersja jesienno-zimowa :-D Z Wylatkowa kieruję się w stronę lasów skorzęcińskich i pomiędzy jeziorami Białym i Czarnym dojeżdżam przed bramkę ośrodka wypoczynkowego Skorzęcin. Jest już ciemno. Z racji zmroku i uniknięcia dłuższej jazdy przez las oraz tego, że było mi mało, postanawiam sobie nieco wydłużyć drogę powrotną. Kieruję się na Witkowo, a stamtąd na Niechanowo. W Niechanowie skręcam na Nową Wieś Niechanowską, a dalej już krótki odcinek przez  las, Miaty i dojeżdżam do Trzemeszna. Wypad na duży plus, zabrakło tylko słoneczka. Nie ma co jednak narzekać, najważniejsze że jest ciepło i sucho :-)


  • DST 128.57km
  • Teren 5.90km
  • Czas 05:22
  • VAVG 23.96km/h
  • VMAX 39.70km/h
  • Kalorie 5467kcal
  • Podjazdy 288m
  • Sprzęt Giant Revel 29er
  • Aktywność Jazda na rowerze

W interesach do Wągrowca...

Piątek, 3 października 2014 · dodano: 09.10.2014 | Komentarze 0

W piątek rano nieoczekiwanie pojawiła się wizja dobicia małego interesu. Lokalizacja: Wągrowiec. Jako, że dzień wolny od pracy naszło mnie, by pojechać rowerem. A co!!! Koło południa wsiadam na rower i udaję się w kierunku Wągrowca. Najpierw kieruję się na Gołąbki. Tam niestety na chwilę zabłądziłem, bowiem skręciłem nieco za szybko. W momencie kiedy się orientuję postanawiam wrócić na bardziej cywilizowaną drogę w kierunku Gościeszyna. Dalej przejeżdżam przez całkiem przyjemną miejscowość Lubcz, która położona jest nad malowniczym jeziorkiem. Następnie krótki odcinek krajową "5" i dalej do Rogowa. Rogowo i okolice bardzo fajnie oznaczone jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju szlaki turystyczne. Do tego malownicze jeziora: Rogowskie, Zioło, Kołdrąbskie, rzeka Wełna i okoliczne lasy sprawiają, że tereny są naprawdę atrakcyjne. Bardzo blisko stamtąd także do Rzymu oraz dębu "Chrobry", wiatraka i dworku w Reczu. Z całą pewnością jeszcze tam wrócę.


Te malownicze tereny trzeba jednak szybko opuszczać i kierować się w stronę Janowca Wielkopolskiego, a dalej już na Wągrowiec. Na wjeździe do Wągrowca na murze (chyba od garaży) zwraca moją uwagę bardzo ciekawy graf:


W centrum miasta załatwiam szybko interesy i postanawiam się udać na mały odpoczynek nad jezioro Durowskie. Rozsiadam się wygodnie na ławeczce i delektuję się czekoladką z orzechami :-)


Po półgodzinnym odpoczynku ruszam w drogę powrotną. Tutaj już standardowo przez Mieścisko, Kłecko i Gniezno. Było to błędem, bo droga mimo że powiatowa to strasznie spękana i połatana. W dodatku przeciwny wiatr i nie chciało już mi się szukać innej alternatywy. W Oborze przy przydrożnym sklepiku robię sobie krotką przerwę i dalej już bez przeszkód dojeżdżam do Trzemeszna :-)


  • DST 141.11km
  • Teren 31.60km
  • Czas 06:32
  • VAVG 21.60km/h
  • VMAX 38.10km/h
  • Kalorie 5842kcal
  • Podjazdy 636m
  • Sprzęt Giant Revel 29er
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa na "Poznań Bike Challenge 2014"

Sobota, 13 września 2014 · dodano: 07.10.2014 | Komentarze 0

W sobotni i mglisty poranek ruszam do Poznania na Poznań Bike Challenge 2014, niestety tylko w roli obserwatora. Zbyt późno dowiedziałem się o tej imprezie i nie udało się kupić pakietu startowego. Ale do rzeczy... Ruszam z Trzemeszna przed godziną 7. Kieruję się na Gniezno przez Miaty, Lubochnię i Szczytniki Duchowne. W Gnieźnie szybko przecinam ulice Witkowską i Wrzesińską i kieruję się na Gębarzewo. W lesie przed samym przednim kołem przebiega mi drogę wielki jeleń, który napędził trochę strachu, bo wyrósł niczym z podziemi. Z Gębarzewa udaję się na Czerniejewo. Stamtąd na Graby i przez las na Iwno. W lesie musiałem uważać, by w Leśnej Grobli nie przejechać skrętu. Miało to na celu jak najdłużej poprowadzić mnie drogą z pominięciem DK 92. Na szczęście udaje się to bezproblemowo i na krajówkę wbijam się w okolicach Kostrzynia i jadę przez Swarzędz do Antoninka. Tam przejściem podziemnym przy stacji PKP i dalej okolicznym lasem kieruję się już nad jezioro Maltańskie i docieram do celu. Po Malcie kręcę się jakieś 3 godzinki, zwiedzając różne strefy przygotowane przez organizatorów imprezy. W międzyczasie na metę docierają uczestnicy wyścigu na 15 km. Godzinkę przed planowanym powrotem zjadam przepysznego hamburgera i popijam izotonikiem, by nabrać sił. Później udaję się do strefy finishera, by oglądać z bliska tych, którzy kończyli rywalizację na dystansie 100 km. Ciekawostką był fakt, że zawodnicy zostali podzieleni na grupy, które startowały w kilkuminutowych odstępach. Ogólnie rzecz biorąc muszę przyznać, że jak na pierwszą edycję impreza zorganizowana bardzo dobrze. Po około trzech godzinach spędzonych na Malcie ruszam w drogę powrotną. Jechało się troszkę ciężej z racji przeszkadzającego czołowego wiatru i narastającego zmęczenia, ale w końcu udało się pokonać dzienną granicę 100 km :-)

Strefa finishera widoczna od strony jeziora:


Zawodnicy z pierwszej grupy na mecie dystansu 100 km: